Kot
Oglądałem jedyną twoją fotografię
Zrobioną pospiesznie niestarannie
Nie wiedziałem wtedy że będzie ostatnią
Pamiętam ten zimowy poranek
Temperatura spadła poniżej dziesiątej kreski
W lśniącym garniturze i białej koszuli
Siedziałeś przy moim oknie
W patrzyłeś w głąb pokoju
Tymi smutnymi oczami z fotografii
Czy wiedziałeś kim będziesz
Zawsze z zaufaniem bezszelestnie
Na drobnych stopach i podniesionym ogonem
Łagodnie ocierałeś się o moje nogi
Mrucząc leżałeś na kolanach
Zwinięty w ciepły kłębek
Zachorowałeś
Lekarz był blisko
Lecz dla mnie zbyt daleko
Teraz
Ciągle jeszcze widzę
Jak słaniając się z bólu
Ostatni raz odwracasz głowę
Ostatni raz patrzysz ma nie
Ostatni raz ufnie
Oczami z fotografii
Teraz wracając w ciemną noc
Gdy czarny cień szybko przemierza wilgotną ulicę
Mam nadzieję że to ty
I że za chwilę podbiegniesz
Wskoczysz na zmarznięte kolana
I mrucząc wymówisz
Nic nie szkodzi
Przyjacielu
marzec 10, 2008 @ 10:40 pm
Koty są niesamowite. Najdumniejsza i najczulsze ze stworzeń. Z klasą i dystyngowaniem kochają i z klasą nienawidzą. Dalekie, a jednocześnie, gdy kochane, tak bliskie. Umiar, szyk i elegancja, do tego kompletne wariactwo i wieczna dziecinność. Nieopisywalne mrużenie oczu i machanie ogonem, za każdym razem oznaczające co innego. Koty.