Żebrak
Skoczyłem
Ogromne wrota zamknęły się za mną
Klęczę
Ze spuszczonymi oczyma
I dłońmi złożonymi do pacierza
Nauczony proszę -
O grzechów odpuszczenie
O ciała zmartwychwstanie
O niebieskie Jeruzalem
W tej ogromnej sali
Pusty głos tuli się do ścian
Jak przestraszone dziecko
Do matczynego łona
Ja nie widzę jego twarzy ani wielkich oczu
O źrenicy czarnej jak ta stara krew
Jest zbyt daleko
Przez pancerz
przebijają gładkie rysy
Tron
zniekształciła brązowa rączka
Odszedł a w moim kapeluszu pojawił się on
I zapiał po raz wtóry