O granicy języka

Rozmyślając nad językiem, dochodzę do wniosku, że Wittgenstein miał rację: język to faktycznie granica naszego świata. Podróżując uświadamiałem sobie tę oczywistość wielokrotnie.
Zapamiętywałem jedynie to, czego nazwę udało mi się poznać. Patrząc na palmy z czerwonymi, żółtymi owocami wiedziałem, że to plama daktylowa. Krzak rosnący obok o kwiatach podobnych do otwartych kwiatów wiśni, mimo iż po stokroć piękniejszy, stał się tylko zwykłą fotografią, którą teraz przechowuję w jednej z licznych szufladek pamięci. Podobnie z potrawami. Do dnia dzisiejszego pamiętam tę specyficzną arabską potrawę, będącą mieszaniną wołowiny duszonej z warzywami i podawanej z kaszą kuskus – tadżin. Ale wiele innych i być może ciekawszych przepadło na zawsze.Dlatego warto zadać sobie trud zapamiętywania imion ludzi, nazw kwiatów, rzeczy, zjawisk. Pytać ludzi, po prostu pytać jak dziecko: a co to jest? Jak to się nazywa? Poznać nazwę w ich języku. Okazując takie zainteresowanie, możemy liczyć na przychylność i serdeczny uśmiech spotykanych mieszkańców. Każdy bowiem lubi, gdy przybysz wykazuje zainteresowanie kulturą i językiem odwiedzanego kraju.

Warto czytać świadomie, sprawdzając nieznane słowa w leksykonach i słownikach. Moim ostatnio poznanym słowem jest „sążnisty” :-) Piękne polskie słowo, którego znaczenia nawet bym nie podejrzewał. A tajemmniczyepolet czy armelbant? W dobie Internetu i Google wyszukanie definicji danego słowa jest dziecinnie proste. Tylko dlaczego dopiero teraz na to wpadłem?

Dodaj komentarz