Jadę na pierwszy pogrzeb w życiu. Z ostatniego uciekłem, tłumacząc się ważnym zajęciem, zleceniem, chorobą. Czymkolwiek, byle nie pójść i nie widzieć śmierci. Ona jest dla mnie nieznaną matką, ku której każdy pędzi na własnym koniu, odrzucając pod koniec kopię, otwierając przyłbicę. Nie wiem jeszcze jaki sens ma ten rytuał. Czy żyjący chcą zamknąć pewien akapit w ich księdze życia i pogodzić się z tym, że kolejnych słów nie nakreśli wyschnięte pióro.Zauważyłem, że najlepiej mi się pisze, gdy jadę z kimś samochodem lub pociągiem. Świadomość ograniczenia czasowego i przestrzennego sprawia, że do portu zawija więcej pięknych statków z dumnymi żaglami, które raniąc falę otwierają ukryty sens rzeczywistości. Aby dotrzeć do głębi, należy pogłębiać rany i obserwować sączącą się krew. Dopiero wtedy uwalniam swe ciało od doczesności skierowując, niczym Eos, świeży podmuch wiatru do mej świadomości,