Jak to się dzieje, że nowe wydarzenie, nowa osoba, jest w stanie zburzyć moją sielankę, moją wieś spokojną, wieś wesołą? Zastanawiam się, czy w naszym życiu przyjdzie taki moment, że wszystkiego będziemy pewni na 100%: pracy, zawodu, domu, miłości? Czy będziemy w końcu z czegoś tak naprawdę zadowoleni? Zadowoleni do tego stopnia, że przestaniemy myśleć o czymś / kimś nowym? Że zmienimy swoją naturę, wysyłając serce na zasłużoną emeryturę? Że przeniesiemy się do krainy, gdzie zawsze dla nas świeci słońce, czas mija wolno, a co jakiś czas nasze skronie przytuli przyjemny podmuch wiatru? I zapragniemy powiedzieć niczym Faust “Chwilo trwaj”. Choćby to był tylko ulotny sen…
Mętlik w głowie, mam mętlik w głowie. Już od dawna. I ciągle z jednego powodu.